Za jaką ordynacją wyborczą się opowiadacie?
Opowiadamy się za jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW – jednomandatowe okręgi wyborcze). Ustawa z dnia 16 lipca 1998 r. Ordynacja wyborcza do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw w odniesieniu do rad gmin określa dwie sytuacje dotyczące zgłaszania list kandydatów. Miernikiem jest liczba mieszkańców zamieszkujących daną gminę. Ustawa dzieli je na gminy do 20 tys. i powyżej 20 tys. mieszkańców. W gminie do 20 tys. mieszkańców lista kandydatów może zawierać tylko tyle nazwisk, ilu jest wybieranych radnych w danym okręgu. I to jest najciekawsze.
Część gmin, zwłaszcza tych niewielkich, zarówno wiejskich, jak i miejskich, dzieli się na okręgi, w których wybiera się jednego radnego. Zatem lista może zawierać tylko nazwisko jednego kandydata. O wyborze decyduje największa liczba ważnie oddanych głosów. W takiej sytuacji mieszkańcy głosują na kandydata, którego znają, który wykazał się czymś szczególnym, bądź który posiada określony autorytet w swoim okręgu. Jest to właśnie idealny przykład jednomandatowego okręgu wyborczego.
Skąd zatem spory o JOW? Takie okręgi mają swoje plusy i minusy, podobnie jak okręgi wielomandatowe. Plusem JOW jest właśnie bezpośrednia znajomość kandydata, a przynajmniej zdecydowanie większa niż kandydatów z list partyjnych czy organizacyjnych. To także lepsza komunikacja pomiędzy kandydatem a wyborcami, umożliwiająca przedstawienie programu, czy zgłaszanych problemów. Minusem może być sytuacja, w której dochodzić może do korupcyjnych zachowań pewnych kandydatów i kupowania głosów, ale to zdarzać powinno się rzadko.
Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych postulowane jest od dłuższego czasu. Poligonem doświadczalnym jest właśnie samorząd lokalny, w którym, moim zdaniem, się sprawdziły. Wprowadzenie tego rozwiązania w wyborach do rad gmin i rad miast na prawach powiatu będzie kolejnym etapem rozwoju JOW. W porównaniu do list kandydatów z wieloma nazwiskami, głównie partyjnych, daje to większe możliwości wyboru mieszkańcom, przede wszystkim większą pewność realizacji przedstawianego programu.
W obecnej sytuacji często jest tak, że partie wystawiając listy na ich czele stawiają lokalnych działaczy, którzy nierzadko pochodzą tylko z określonej części danego okręgu, np. z jednego osiedla, bądź, co gorsza, z danym okręgiem nie mają nic wspólnego, poza tym, że akurat tu była wolna „jedynka”. Po wyborach taki radny pojawia się w okręgu kilka razy, przede wszystkim w ostatnim roku kadencji. Zaburzona, a przynajmniej utrudniona, jest zatem istota samorządności, czyli więź wybranych przedstawicieli danej wspólnoty z jej mieszkańcami.
Ponadto wyborcy często właśnie z powodu braku lokalnych kandydatów zniechęcają się i nie idą na wybory. Wprowadzenie jednomandatowych okręgów np. w miastach na prawach powiatu, poprzez podział na okręgi obejmujące dane osiedle, da możliwość zgłoszenia kandydatury osoby znającej problemy lokalne, bądź wykazującej aktywność na rzecz swojej „małej ojczyzny”, społecznika, który coś robi, a nie tylko mówi, że zrobi, jak w przypadku lokalnych polityków.











































