Mielcarek: Nie podzielam nadziei pokładanych w tym kandydacie.
W dniach trwającej kampanii prezydenckiej przypomniałem sobie dni kampanii wyborczej 1989 roku. Czy pod wpływem skojarzeń podpowiadanych przez obrazy z filmu „Solidarni 2010”? Nie, raczej nie, przecież film ten pokazuje moment narodowego wstrząsu i przebudzenia – a więc jeśli rzeczywiście odsyła, to do Sierpnia’80, a nie do Czerwca’89.
Czerwiec’89 był odsuniętą w czasie konsumpcją polityczną poruszenia narodowego z Sierpnia’80. Wtedy konsumowaniem energii narodowej zajmowała się okrągłostołowa grupa trzymająca władzę w Komitecie Obywatelskim Lecha Wałęsy. Pilnowała ona skrupulatnie, aby w patentowanej „drużynie Solidarności” nie znalazły się jakieś niepożądane prawicowe elementy, burzące spokój prof. Geremka i red. Michnika, a przysparzające kłopotów przewodniczącemu Wałęsie. Problemem nie była obecność Jarosława Kaczyńskiego, ale już taki Marek Jurek, przywódca dobrze zorganizowanej prawicowej opozycji w Wielkopolsce, wszedł na listę w ostatniej chwili, dopiero po interwencjach autorytetów kościelnych, z którymi trzeba było się liczyć. Za to już np. Marian Piłka, jedna z legend antykomunistycznej opozycji, został na zewnątrz – więc zdecydował się startować samodzielnie, choć bez wielkich szans w rywalizacji z Drużyną Jedynie Słuszną, popieraną przez „Wyborczą”, uprzejmą również dla wybranych egzemplarzy „naszych ludzi z PZPR”.
Los takich niezależnych kandydatów prawicowych nie był lekki – przyklejano im łatkę rozbijaczy narodowej jedności, a więc sojuszników komuchów. Symboliczny bój rozegrał się w Warszawie, na Żoliborzu: naprzeciw kandydata „wałęsowskiego”, Jacka Kuronia, stanął chadek – mec. Władysław Siła-Nowicki. Kuroń oczywiście wygrał, jak każda twarz sfotografowana z Wałęsą, a swoim zdezorientowanym katolickim wyborcom głosującym na niego, „bo sytuacja jest wyjątkowa”, dał na pociechę deklarację, że będzie kierował się katolicką nauką społeczną…
No cóż, Kuroń został posłem z Żoliborza. Ale polską prawicę odbudowywali Marek Jurek, Marian Piłka, młodzież z komitetu Siły-Nowickiego, ludzie albo kompletnie osamotnieni w „drużynie Wałęsy”, albo zepchnięci poza nią.
Przypomniałem sobie tamte klimaty. Dzisiaj konsumpcją polityczną narodowego poruszenia 10 Kwietnia zajmuje się sztab PiS, partii radykalnej centroprawicy. Ich kandydatem na prezydenta jest Jarosław Kaczyński, polityk zbierający obecnie znowu duże nadzieje patriotycznie nastawionej części opinii publicznej oraz mający mocne wsparcie mediów publicznych, w których jego partia współdziała z „dobrymi ludźmi z SLD”.
Nie podzielam nadziei pokładanych w tym kandydacie.
Paweł Milcarek
(Za Fronda.pl)











































